piątek, 23 listopada 2007
Lektury o poranku
Pan Przemysław Gosiewski powiada, że Pani Gronkiewicz-Waltz dotyka spraw, które były przedmiotem licznych artykułów w tygodniku "Nie", sięga do argumentów zawartych w tygodniku "Fakty i Mity". Wypada chyba chyba pogratulować doboru lektur. Tak na marginesie czytując inkryminowane tygodniki Pan Gosiewski "dorabia" owe media, nawet jeżeli bowiem nie nabywa ich osobiście, to ktoś czytany przezeń egzemplarz kupić musi.
09:01, jaroslaw.smyczynski , Myśli skacowane
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 listopada 2007
Druga strona kartki
Zarazek w komentarzu do moich wynurzeń o foliowych torebkach stanął w obronie decyzji władz miasta. I bardzo dobrze. Szkoda, że nie mogę sie z Tobą zgodzić przyjacielu. Po prostu uważam to działanie pozorne. Wyganianie diabła Belzebubem (jak mawiała moja Babcia).
Zamiast foliówki dostanę równie "mocną" torbę papierową. No dobrze ja sobie mogę zbierać torby, gazety druczki reklamowe i oddawać je gostkowi, który chodzi z wózeczkiem p osiedlu. Zarazek będzie je wyrzucał do pojemnika na makulaturę (Będzie, znam go :-) ). A nasi sąsiedzi? Odzysk makulatury w naszym kraju jest na poziomie 40 %. Czyli na mniej więcej 60% torebki trzeba wyciąć jakąś gałązkę. A do tego produkcja papieru jest ekologicznie brudna. Na jedną tonę potrzeba ok 1.5 tony ropy, 25 ton wody, 4 tysiące kWh energii elektrycznej. I gdzie tu ekologia?
Nie mam nic przeciwko ekologii, nie podobają mi się natomiast pokazówki w wykonaniu żądnych chwały urzędników. Po prostu dopóki nie dojdziemy do wykorzystania makulatury na poziomie np. Niemiec, nie wolno mieszać papieru do polityki. Ot i tyle.
09:16, jaroslaw.smyczynski , Na poboczu
Link Komentarze (5) »
Łyczek na śniadanie
Łódzki Urząd Wojewódzki chce walczyć z pijanymi kierowcami poprzez wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. No cóż w zasadzie można również zakazać sprzedaży alkoholu w supermarkecie, skoro można tam kupić linkę holowniczą, albo opony ...
Argumentować pro i contra można długo. Za portalem Onet.pl przytoczę jedną opinię. Profesor Piotr Winczorek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że propozycja łódzkich urzędników ma sens. Przekonuje, że jeśli chcemy unikać plagi pijanych kierowców, to powinniśmy alkohol trzymać z dala od nich. Dodaje, że sprzedawanie alkoholu na stacjach to czysta prowokacja "To tak, jakbyśmy sprzedawali wódkę w szkolnym sklepiku, choć młodzieży nie wolno jej pić- mówi. Twórczo rozwinę rozumowanie Pana Profesora. Kobiety należy trzymać z daleka od gwałcicieli. Najlepiej niech nie wychodzą z domu i nie otwierają drzwi obcym. Przy okazji - kierowcom (w przeciwieństwie do dzieci i młodzieży) wolno pić alkohol. Takoż wolno im go nabywać. Jedyne co nie wolno kierowcom, to prowadzić po pijanemu. Jednak "prawie" czyni różnicę.
08:32, jaroslaw.smyczynski , Myśli skacowane
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Robim z wora potwora
Moje ekologiczne trzy grosze. Władze mojego miasta wyklęły jednorazowe foliowe torebki na zakupy dostępne w marketach. Idea szczytna, bo ekologia, zaśmiecanie środowiska wrednym tworzywem i tak dalej. Jako oszczędny i ekologiczny obywatel, nie wyrzucałem masowo owych torebek przez okno, lecz używałem ich zamiast worków na śmieci. Specjalnie nawet nabyłem wiaderko pasujące rozmiarem do torebek z marketu w którym regularnie się zaopatruję (w tymże zresztą markecie). Woreczki zresztą służą mi do przechowywania / pakowania przeróżnych rzeczy, niekoniecznie śmieci. Bilans był z grubsza zerowy, czyli zagospodarowywałem to co przyszło wraz z zakupami.
I co z tego? To mianowicie, że teraz zamiast skorzystać z marketowej torebki, włożę do wiadra na śmieci worek specjalnie w tym celu kupiony. Jakiś worek zatem i tak zostanie wyrzucony. Dodatkowo oprócz tego w koszu znajdą się papierowe torby na zakupy i z marketu. Bo te właśnie dostały błogosławieństwo władz miejskich. Jako ekologiczne. Doprawdy?
14:17, jaroslaw.smyczynski , Na poboczu
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 listopada 2007
Szczere wyznanie
Harry, przyjacielu, kalendarz mi się ostatnio skurczył. Przeprowadziłem się do innej norki i nie wiem w co łapki włożyć. Ale obiecuję poprawę. Choć nie wiem od kiedy.
23:57, jaroslaw.smyczynski , Dzień jak codzień
Link Dodaj komentarz »
Star Wars 2007
A co mi tam. Niech będzie modo PiS. Niedawno emu w Polsce prezydencki minister Michał Kamiński powiedział: Na jednym z naszych komitetów mówiłem, że nasza partia staje się czarną ikoną popkultury. Swoistym Lordem Vaderem polskiej polityki - dodał minister. [Cytat za portalem onet.pl.]
Lord Vader powinien zażądać przeprosin.
23:53, jaroslaw.smyczynski , Myśli skacowane
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 listopada 2007
Kwestia kindersztuby
Według posła PiS pana Joachima Brudzińskiego powitanie w Sejmie prezydenta Lecha Wałęsy na stojąco było "odruchem Pawłowa". Niewatpliwie tak. Było odruchem kulturalnych ludzi nabywanym w procesie (dobrego) wychowania.
11:10, jaroslaw.smyczynski , Myśli skacowane
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 października 2007
Do listu - post scriptum.
Szanowny Panie,

Już po opublikowaniu "Listu" zauważyłem jeszcze parę rzeczy, które umknęły mojej uwadze. (Być może zmęczone ucieczką zwolniły i je dopadłem :-) ).

Otóż mieniąc się "ojcem wykształciuchów" szanowny Pan stawia się w wielce dogodnej sytuacji, gdyż poprzez nazwę de facto zwraca się pan do adresatów per "ty" (zagadka: dlaczego napisałem z małej litery?). Wygodna, ale czy dogodna? Ja mianowicie nie mam zaufania do ludzi, którzy tak nachalnie się ze mną próbują spoufalać. Skojarzenie z nadmiernie "przyjacielskimi" indywiduami" krążącymi po ulicach jest jak najbardziej uzasadnione. Żeby było jasne -póki co winszuje sobie, aby traktować mnie per "Pan". Ani wiek, ani urząd Pana do poufałości nie upoważniają. Jest Pan dla mnie człowiekiem całkowicie obcym i oczekuję zachowania powszechnie przyjętych form towarzyskich.

Teraz pytanie. Kim jest ojciec wykształciuchów?. Czy suka urodzi kota? Zatem ojciec czy uzurpator? Wybór należy do Pana.


Być może będzie jeszcze kolejne P.S., w końcu skoro poświęcił mi Pan tyle uwagi... A być może nie będzie...
10:39, jaroslaw.smyczynski , Dzień jak codzień
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 października 2007
List otwarty do "Ojca Wykształciuchów"
Szanowny Panie,


pozwalam sobie odpowiedzieć na Pana list kierując się tylko i wyłącznie własnym poczuciem godności.

Ze "specyficznej ojcowskiej troski" Pana rezygnuję na własną prośbę. Zapewniam Pana, że znakomicie daję sobie radę bez Pańskiej opieki i w najmniejszym stopniu jej nie pragnę. Nie czuję się również przez pana "odkrytym" byłem bowiem od dawna, jestem i być zamierzam. Co do "nazwania" pozwolę sobie tę "zasługę" uznać za nieistotną dla mojego istnienia i niezręczne odwołanie się do Sartre'a nic tu nie zmienia. Słowa, puste słowa i nic więcej. (Nawiasem koncepcja, że nazwanie powołuje do życia jest z gruntu pogańska.).
Niniejszym zatem zwalniam Pana z odpowiedzialności za mnie. Mam zamiar nadal za siebie odpowiadać, tak jak dotychczas to czyniłem.

W istocie nie przepadam za Panem, ale nie ma to nic wspólnego z nazwaniem mnie w taki czy inny sposób. Nie jest " osieroconym, wiszącym w społecznej pustce dzieckiem Wielkiej Zmiany". Jest to tylko Pana słodkim marzeniem, aby tak istotnie było.

Tożsamość moją buduję na poczuciu ciągłości i zobowiązań - nie tyle społecznych - co wobec otaczających mnie ludzi. I zapewniam Pana, ze w inny sposób tożsamości budować się nie da. Ani jednostkowej, ani społecznej - na dowolnym poziomie. I wobec powyższego proszę mnie nie przekonywać, że Pan wie lepiej jaki ja jestem.
Proszę również nie czynić mi łaski, że zwraca się Pan do mnie mimo to, że jestem tak ohydny jak to Pan raczył sobie wyimaginować. Ja "zaszczytu" nie tylko nie potrzebuję, ale wręcz sobie nie życzę. Jeżeli ma Pan potrzebę zwrócić się do mnie w dowolnej sprawie - to proszę bardzo, ale nie z tej pozycji, ze czyni mi Pan szczególną uprzejmość. Bo nie czyni - wręcz przeciwnie, obraża mnie Pan stawiając się na pozycji "lepszego" (w czym niby?).

Nie czuję się również oszukany przez nikogo. Po pierwsze dlatego, że z zasady (tak, tak mam zasady - zaskakuje to Pana?) nie wierzę tym którzy obiecują gruszki na wierzbie. Po drugie dlatego, ze uwierzyłem tym, którzy (już dawno temu) nauczyli mnie, ze każdą Ziemię Obiecaną trzeba osiągnąć własnym trudem. I nie ma nikogo, tu na Ziemi, kto może powiedzieć, ze na pewno tam dotrę.

Nie jestem również po stronie "silniejszych batalionów", ani nie "czczę sukcesu". Spudłował Pan potwornie. Siła mi akurat nie imponuje. Polityczny Chuck Norris mnie nie pociąga. Jeżeli odczuwam solidarność to raczej z outsiderami.

O ekonomii też sobie pozwolę. Fakt, że sześcioprocentowy rozwój gospodarczy to przyzwoity wynik. Zapomniał tylko Pan o jednym. Przyzwoity wynik, którego może nam zazdrościć każdy ze "starych" krajów Unii Europejskiej. My jednak należymy do grupy "nowych", obficie korzystających z funduszy unijnych, i te kraje osiągają rezultaty znacznie lepsze. Nawet przekraczające dziesięć procent. Tak się składa, że na wzrost gospodarczy naszego kraju, i kilku sąsiednich pracują również inni. I niestety nasi sąsiedzi umieją z tego lepiej korzystać.

No cóż, przychodzi czas podsumowania. W moim przypadku nie odniósł Pan sukcesu. Będę głosował. Ale nie na PiS.Nie zacisnę zębów. Zapewne chce Pan wiedzieć czemu. Wiele jest powodów.
Nie ufam ludziom, którzy wiedzą co jest dla mnie dobre. Zaufać mogę tylko komuś kto mi coś proponuje i szanuje moje, inne niż jego zdanie. Kto szanuje moje prawo do innego zdania.
Nie ufam tym którzy mają niezachwiane przekonanie o własnej słuszności i są głusi na krytykę.
Nie ufam tym, którzy chcą mi pokazać jaki jestem mały, aby zaproponować mi wielkość w swoim stylu.
Nie ufam tym, którzy lepiej ode mnie wiedza jaki jestem, choć nigdy mnie nie widzieli.
Nieprzypadkowo wybrałem te akurat powody. Proszę przeczytać uważnie swój "List".

Widzi Pan, że sam dał mi te powody?. (Cenię Pana na tyle, że wierzę, że tak.) Również "dzięki" Panu nie będę głosował na PiS. Tak się bowiem złożyło, że wchodząc w publiczny dyskurs opuścił pan salony (i dobrze). Wyszedł Pan w pole na tyle daleko, aby obrażać i zniechęcać do siebie innych. nie na tyle zaś daleko, aby nimi wstrząsnąć.

I jeszcze jedna refleksja na koniec.
Pańskie odwołanie się do przypowieści o robotnikach ostatniej godziny pachnie małym przekupstwem. Czyżby sugerował Pan, że ci którzy w ostatniej chwili "załapią się na PiS" zostaną równie hojnie wynagrodzeni jak ci którzy pracowali od początku. Nie, nie rozumie Pan tej przypowieści. A wie Pan dlaczego? Bo miesza Pan to co boskie z tym co tylko cesarskie.
Ja natomiast odpowiem Panu innymi wersami " Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył" [Rdz 1,27]. Warto o tym pamiętać. Tak na co dzień.
14:26, jaroslaw.smyczynski , Dzień jak codzień
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2007
Dobra rada na dzisiejsze czasy

Szukasz haków?
Szukaj w markecie budowlanym.

P.S.

Dedykuję wszystkim moim imiennikom i ich braciom. 

13:21, jaroslaw.smyczynski , Myśli skacowane
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17